To bike or not to bike, czyli dylematy w deszczowy dzień. Poznań - Puszczykowo - Rogalin - Wiórek - Poznań

Środa, 20 listopada 2013 · Komentarze(0)
Nie mogłem. No kurde nie mogłem. Dzień wolny od pracy, a od rana lało, potem mżyło, nie mżyło, mżyło, nie mżyło.... dziś pogoda zdecydowanie była kobietą. Bijąc się z myślami (do tej pory siniaki nie zeszły) wymyśliłem coś z iście salomonową mądrością - wskrzeszę na chwilę moje górskie zombie, czyli Authora sprzed kilkunastu lat, którego używam tylko w naprawdę problematycznych sytuacjach, takich jak ta.

Stało się, ruszyłem, mżawka o dziwo ustała chwilowo, jechałem - żeby było hardkorowo - głównie po ścieżkach. To naprawdę ciężkie mtb - jak nie kostka to błoto, jak nie błoto to dziury, słowem: polski standard rowerzysty okraszony nieświęconą wodą. Dojechałem przez Puszczykowo do Rogalinka, gdzie zręcznie zawinąłem się na 15 kilometrze z powrotem, bo czasu miałem mało (popołudnie umówione). Jechało się fajnie z wiaterkiem, rower o dziwo dał radę, a ja chyba w szoku z tym związanym dojechałem do Poznania. Na deser zostawiłem sobie przejazd laskiem Dębińskim w deszczu, który zaczął znów padać. Ominę szczegóły, ale fajnie, że nie wróciłem w kawałkach - to nie był dobry pomysł - i dla zdrowia, i dla średniej:) Grunt, że trening zaliczony, a stare rowerowe zombie poczuło się dopieszczone :)
/2935873

Komentarze (0)

Nie ma jeszcze komentarzy.
Wpisz cztery pierwsze znaki ze słowa byloi

Dozwolone znaczniki [b][/b] i [url=http://adres][/url]